Spis treści (kliknij, aby przejść)
Dawno temu wyszła taka książeczka, „Wrocław, pamiętam, że…”, zbierająca wspomnienia o naszym mieście. Setki krótkich wpisów otwiera zdanie anonima: „Pamiętam, że Wrocław był kiedyś stolicą polskiego jazzu”. Całość zamyka natomiast Kama Dolata, pamiętająca sklep na Trzebnickiej, w którym usłyszała: „A pani myśli, że do twarzy pani w tym kolorze?”.
Pomiędzy tymi dwoma z początku i końca są również wzmianki o pewnej potrawie z rodzaju szybkiego jedzenia, podawanego z reguły z budek stojących na ulicach.
Specjał godny pozazdroszczenia
Knysza jest nasza. Niech tak zostanie, mimo że de facto może pochodzić z Ukrainy, Litwy bądź Białorusi, gdzie zajadają się pierogiem knyszem. Ciekawe, ile ich rocznie pochłaniają mieszkańcy Knyszyna na Podlasiu… Tenże knysz jest także częścią kuchni bieszczadzkiej, gdzie nadziewają go kiszponą kapustą, ziemniakami i cebulą. Nazwa tej potrawy pochodzi prawdopodobnie od niemieckiego słowa „knist”, określającego bułeczkę królewską, i od „knischen” – gnieść.
Knysza znają nawet w Nowym Jorku, a to za sprawą Żydów, którzy przywieźli za ocean swoją wersję pieroga – okrągłego, na słodko lub na słono, spożywanego podczas upamiętniania zmarłych.
– Niezależnie od pochodzenia knysza wrocławska pisała w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku tożsamość kulinarną naszego miasta – stwierdza historyk Grzegorz Sobel, autor książki „Przy wrocławskim stole”.
„Legendarna z dworca” wciąż żyje
Ja także do „Wrocław pamiętam, że…” napisałem o knyszy z dworca, mimo że w okresie świetności serwowali ją także w innych miejscach. Jaka była? Po cóż opisywać. Lepiej odesłać do pomarańczowej przyczepy, stojącej na skrzyżowaniu Ślężnej i Weigla, w której kucharką jest pani Krystyna.
Zaczynała w 1995 roku właśnie na dworcu, w barze koło zegara. Po kilkunastu latach musiała się stamtąd wynieść z powodu remontu przez Euro 2012. Jak mówią… knyszę z dworca wypędzisz, ale knyszy z kucharki już nie. Na budce nakleiła więc napis: „Legendarna knysza z Dworca Głównego” i tak serwuje uliczny delikates do dziś. Jadłem nie raz i nie dwa – mniam, mniam.
Jeżeli kogoś podgrzewają połączenia klasyczne, może wybrać się do Hali Stulecia. W Re:bistro podają nasz specjał w wersji z kotletem, serem, kurczakiem. Obowiązkowo: dużo warzyw chrupiących, sosów cieknących i garstka cebuli prażonej. Gramatura tego dania to około 600 gramów.
Knysza wyróżnia się drożdżową bułką z wydrążonym środkiem o charakterystycznym, półokrągłym kształcie. Najczęściej jest grillowana (tak jak w Re:bistro), ale niektórzy wolą ponoć podgrzewaną w mikrofalówce. Zwolennicy tej opcji przekonują, że to właśnie mokra i miękka bułka najlepiej oddaje smaki ubiegłych lat.
Gdzie na knyszę po wrocławsku
Cena w Hali Stulecia przekracza 30 złotych i jest wyższa niż w budce u pani Krystyny. Kto by pomyślał, że kiedyś, w czasach, gdy była gwiazdą, kosztowała 4,5 zł (wegetariańska) albo 5 zł z serem lub kotletem.
Internauci zachwalają knyszę ze Zbyszko Baru (ul. Bałtycka 21) – za oryginalny smak z dawnych lat. Polecają również Bistro Nadodrze w budynku Dworca Nadodrze, barobus Ale Knysza na Księżu (ul. Opolska 136), Fabrykę Smaków i Bar Mist na Dworcu Głównym, jak również Knysz na Kołach w podwrocławskich Siechnicach. Przykładowe ceny w Barze Mist to 20 zł za wersję z warzywami i 23 zł z serem żółtym. Sprawdziłem pod koniec sierpnia. W innych miejscach do rozkrojonego pieczywa niektórzy wkładają tuńczyka, parówkę lub gyros.
Któregoś dnia zjadłbym inne uliczne przysmaki dawnego Wrocławia. Choćby pochodzące ze stulecia, w którym Hali Stulecia, a nawet Ludowej, jeszcze nie było.
Kufle w dłoń i zdrowie knyszy!