We wrocławskim zoo mieszkają 104 pingwiny przylądkowe, nazywane także tońcami, m.in. Ken i Barbie, Brad i Angelina, Mozarella, Parmezan, Guacamole, Marian, który otrzymał imię na cześć dawnego kierownika, Szogunka, Pirat, Pan Żółty i Eliasz (niech was nie zmyli imię, to samica!).
Jest ich aż tyle, ponieważ nasz ogród prowadzi jedną z największych w Europie hodowlę zachowawczą tych zagrożonych wyginięciem ptaków.
Romanse i skandale
Wśród tońców tyle się dzieje, że historiami z ich życia można by obdzielić nie jeden, a kilka portali plotkarskich.
Teoretycznie łączą się w pary na całe życie, a potem wspólnie wysiadują jaja i opiekują się potomstwem, w praktyce bywa z tym jednak różnie: zdarzają się zmiany partnerów, zdrady i trójkąty. Wśród naszych tońców jest także para jednopłciowa: Bluey i Forest, samce, które co roku razem budują gniazdo i wspólnie wysiadują zamiast jaja zabawkę, np. różowego gumowego flaminga.
Ustawki, ucieczki, wspinaczki
Skomplikowane życie uczuciowe to jedno, ale tońce organizują także ustawki.
Niektóre osobniki wolą uniknąć starcia i wtedy się okazuje, że choć wydają się na lądzie nieporadne, potrafią biegać naprawdę szybko. Pochylają się wtedy do przodu i podpierają skrzydłami, których używają niczym przednich łap.
A skoro już jesteśmy przy pingwinich umiejętnościach: wiedzieliście, że te ptaki potrafią się wspinać na skały i kamienie?
– Używają dzioba jak czekana, pomagają sobie także całkiem pokaźnymi pazurami – mówi opiekun. – Po co to robią? Mają mniej więcej 40 cm wzrostu, a z góry mogą widzieć więcej.
Jak wiadomo tońce także doskonale pływają. Gdy się je ogląda przez szybę w Afrykarium, można zauważyć, że pod wodą wyglądają tak, jakby latały.
Ryczą jak osły, wypinają klatę
Tońce wydają mnóstwo różnorodnych odgłosów, w tym taki, który przypomina ryk osła. Używają także dźwięków przypominających ludzką mowę: krótszych i dłuższych „słów”. Inaczej przekazują sobie informacje o zagrożeniu, a inaczej o innych sprawach.
Porozumiewają się także za pomocą mowy ciała, np. wypychają klatkę piersiową albo kiwają głową.
Najpierw panika, potem „odbiór techniczny”
Opiekunowie tońców dbają o to, by ich stadko się nie nudziło. To tzw. enrichment, czyli wzbogacanie środowiska podopiecznych za pomocą różnych działań i przedmiotów.
Więcej piszemy o tym tu:
Jak tońce reagują na nowości?
Hitem była np. kula dyskotekowa, ale wzięciem cieszyły się też tekturowe labirynty i najróżniejsze zabawki.
Ostatnio najwięcej rozrywki dostarczył pingwinom śnieg i to, co opiekunowie z niego zrobili, np. bałwanki. A ponieważ pingwiny przylądkowe pochodzą z Afryki, zima nie jest ich ulubioną porą roku. Sporo czasu spędzają teraz w gniazdach, zwłaszcza że trwa już sezon lęgowy.
Każdy pingwin jest inny
Ponad setki pingwinów dogląda na co dzień 5 osób. Oprócz Dawida są to także Kamila, Karolina, Mateusz i Konrad. Rozpoznają swoich podopiecznych, zwłaszcza niektórych, bez większego trudu, bo tońce tylko z daleka są identyczne. Tak naprawdę każdy z nich jest inny: np. Lukrecja ma na brzuchu plamkę w kształcie Afryki.
Teraz, dzięki współpracy z młodymi badaczami Politechniki Wrocławskiej, naukę rozróżniania pingwinów rozpoczęła także sztuczna inteligencja.
Pingwiny różnią się od siebie także charakterami.
– Jedne są indywidualistami, inne lubią być w większej grupie. Niektóre są domatorami i lubią siedzieć w swoich gniazdach, inne eksplorują wybieg. Są też atencjusze, którzy do nas lgną i bardzo pragną kontaktu – wylicza Dawid Dobrach.
Opiekunowie w żaden sposób nie starają się wpływać na ich zachowania: tu każdy ma prawo być sobą.
Każdy z pingwinów zjada w ciągu dnia nawet pół kilograma ryb. Najbardziej lubią szprotki, ale jedzą też gromadniki i małe śledzie. Ciekawostka: mają na języku specjalne wypustki, dzięki którym zdobycz nie wyślizguje im się z dziobów. I jeszcze jedna: tońce mają błyskawiczna przemianę materii - załatwiają się średnio co 8 minut.
Ekstremalnie zagrożone wyginięciem
Tońce w naturze żyją u wybrzeży Afryki Południowej, w RPA i Namibii. Są niestety ekstremalnie zagrożone wyginięciem z powodu zmian klimatycznych, zanieczyszczeń oceanów i nadmiernego rybołówstwa. W ciągu ostatnich stu lat populacja pingwinów przylądkowych zmniejszyła się o 98 procent i jeśli nie uda się czegoś zrobić, niedługo mogą zniknąć z naszej planety, zwłaszcza że teraz dodatkowo dziesiątkuje je ptasia grypa.
Naukowcy z całego świata robą co mogą, by ocalić ten gatunek. Pracuje nad tym także Paweł Borecki, specjalista ds. badań i współpracy naukowej w naszym zoo, a zarazem doktorant z Uniwersytetu Przyrodniczego.
Właśnie kończy pisanie doktoratu pod tytułem „Opracowanie metody konserwacji nasienia pingwinów przylądkowych w celu tworzenia banku rezerw genetycznych gatunku krytycznie zagrożonego”. W jego badaniach chodzi to, by znaleźć sposób na zachowanie możliwie różnorodnego materiału genetycznego tońców dla przyszłych pokoleń.
Więcej o badaniach Pawła Boreckiego, a także jego podróży do Aryki znajdziecie tu:
My wszyscy także możemy pomagać pingwinom. Wrocławskie zoo i jego fundacja Dodo wspierają organizację SANCCOB, która ratuje te ptaki w środowisku naturalnym. Część przychodów z biletów do zoo z dobrowolną dopłatą 1 zł oraz darowizn dla DODO, jest kierowana do RPA. Środki z Wrocławia pomagają w odchowaniu pingwinów, które wracają do środowiska naturalnego.